Z jednej strony rzeczywiście lęk przed śmiercią jest tak wyolbrzymiony, że aż do przesady skrywany w praktyce społecznej, do przesady „wymywany” ze świadomości. To się objawia choćby w nieposyłaniu dzieci do tych, którzy umierają w hospicjach czy gdzieś w szpitalach. Nie zabiera się ich także na pogrzeby. Polityczna Strach czujemy wobec konkretnego zagrożenia: osoby, sytuacji czy zdarzenia. To, czego się boimy, mieści się w granicach prawdopodobieństwa – jest możliwe, że to, czego się boimy, stanie się. Warto też dodać, że strach motywuje nas do działania: mimo że się boimy, staramy się zapobiegać zagrożeniu, unikać negatywnych Strach przed śmiercią. Instynkt przetrwania, wynikający z potrzeby zachowania gatunku, jest siłą napędową każdej istoty żywej. Ludzie i zwierzęta zostali wyposażeni w mechanizm „walcz lub uciekaj”, uaktywniający się w chwili zagrożenia życia. Człowiek jednak, poza strachem w obliczu zagrożenia, odczuwa jeszcze Pokonaj strach przed samotnością poprzez rozpraszanie uwagi i słuchanie muzyki podczas samotnego biegania lub włączania telewizora, gdy jesteś sam w domu. Używanie hałasu do przerywania ciszy odosobnionych sytuacji może być bardzo pomocne. Rób małe kroki, aż poczujesz się swobodnie. Zoofobia to skrajny lęk przed zwierzętami. Wiele osób dotkniętych chorobą boi się określonego rodzaju zwierząt. Inni boją się wielu rodzajów zwierząt lub wszystkich zwierząt. Strach przed zwierzętami to rodzaj zaburzenia lękowego zwanego fobią specyficzną. Fobie specyficzne to intensywne lęki przed określonymi przedmiotami Strach sprawia, że uwięzieni w mentalności przegranych pozbawiają się prawdziwej radości życia. Strach przed porażką uniemożliwia im wykorzystanie całego drzemiącego w nich potencjału. Sposób w jaki podchodzimy do trudnych życiowych sytuacji kształtuje nasz charakter, a tym samym nasze przeznaczenie. “Człowiek nie wie do To jest wynik trzymania kontroli za wszelką cenę i w ogromnym napięciu. Sumując, osoba która boi się że np. skoczy pod pociag i czuje wręcz przymus zrobienia tego a dodatkowo łazi w okolicy torów kolejowych aby to sprzwdzić - nie zrobi tego, nie chce i nie ma predyspozycji Nie jest to zachowanie dorosłych i dojrzałych osób, a tych, którymi kieruje strach przed powiedzeniem: „hej, ja mam inne zdanie”. To samo dotyczy relacji dwojga osób. Komplikacje zaczynają się, gdy zaczynamy okłamywać drugą osobą – nie ma znaczenia, czy to w kwestiach poważnych, czy błahych. Chorobliwy strach przed śmiercią z wyrażenia oto fan fabia. Strach przed śmiercią, unikanie rozmów o niej. Do zwiedzania przed śmiercią. Chorobliwy lęk przed samotnością. Strach przed ”hamletem”. Strach przed egzaminem. Strach przed publicznym występem. Strach przed występem. Strach przed psami, wilkami. Fobofobia to swoisty paradoks – strach przed strachem. Wystarczy sama myśl, że istnieje ryzyko doświadczenia paraliżującego lęku, która nakręca błędne koło. Leczenie opiera się na psychoterapii, która czasami uzupełniania jest farmakoterapią. Przeważnie stosowana jest terapia kognitywno-behawioralna nastawiona na zmianę LE5Ip. Czym są napady paniki i jak sobie pomóc je w metrze. Środek lata, gorąco i duszno, więc tłok niemiłosierny, ludzie wracający z pracy falą wlewają się do wagonu. Przestrzeń wokół mnie zaczyna się kurczyć, tlenu jest coraz mniej. Czuję, jak łomocze mi serce, wydaje mi się, że nie mam czym oddychać, robi mi się ciemno przed oczami, drętwieją mi palce u dłoni. Zaraz zemdleję! Muszę stąd natychmiast wyjść!Pociąg zatrzymuje się na jakiejś stacji, gwałtownie przepycham się do wyjścia, jakbym płynęła do powierzchni wody, żeby zaczerpnąć powietrza. Wysiadam, oddycham ciężko, siadam na ławce, schylam głowę między kolana. Poczekam, aż tłum się przerzedzi, za pół godziny może będzie od tego, czym w ogóle jest napad paniki. Według DSM-IV (klasyfikacji zaburzeń psychicznych wydanej przez Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne) “pełnowymiarowy” napad to nagły epizod silnego lęku, który maksymalne nasilenie osiąga w ciągu około 10 minut i towarzyszy mu kilka objawów, takich jak mocne bicie serca, pocenie się, drżenie, uczucie duszności, ból w klatce piersiowej, nudności, zawroty głowy, poczucie nierzeczywistości albo obcości siebie samego, strach przed utratą przytomności, panowania nad sobą albo śmiercią, drętwienie, dreszcze, uderzenia gorąca. Oczywiście nie wszystkie te objawy muszą się pojawić u każdej osoby, zgodnie z teorią już przy doświadczeniu czterech symptomów z powyższej listy można mówić o napadzie niż myśliszWydaje ci się, że panika, to coś, co spotyka nielicznych? Pozwól, że wyprowadzę cię z błędu: około 40–60% młodzieży doświadcza napadów paniki, a kilka procent cierpi na zespół paniki (tzw. zaburzenia z napadami lęku panicznego), czyli doświadcza powtarzających się, niespodziewanych ataków, które najczęściej prowadzą do unikania przez nich konkretnych sytuacji życiowych, w których, jak uważają, ataki te mogą się ponownie “aktywować”.Z zespołem paniki często współwystępują inne zaburzenia lękowe, np. agorafobia (lęk przed znalezieniem się w sytuacji, z której ucieczka może być trudna, a pomoc w momencie ataku byłaby trudno dostępna), fobia społeczna (skutkująca unikaniem sytuacji towarzyskich i publicznych wystąpień), zaburzenie obsesyjno-kompulsyjne (natrętne myśli i uporczywe lęki, np. przed zarazkami), zespół leku uogólnionego (nadmierne “zamartwianie się”), fobie specyficzne (duża obawa przed określonym przedmiotem lub sytuacją, np. lęk przed wężami, burzą, krwią, zranieniem, lotem samolotem itp.).Lęk tworzy też chyba najpopularniejszą parę z depresją, dlatego osoby z zaburzeniami nastrojów też często skarżą się na męczące napady składnikiŻeby łatwiej zrozumieć, jak działa napad paniki rozłóżmy go na cztery elementy:fizyczny (jakie są fizyczne objawy mojego lęku? jak odczuwam go w ciele?)poznawczy (o czym myślę, kiedy przeżywam lęk?)behawioralny (co robię, gdy przeżywam lęk?)emocjonalny (co czuję, gdy przeżywam lęk?)Objawy fizyczne to w dużej mierze symptomy, które wymieniłam na początku. Będą różne u różnych osób. Najcześciej wymieniane przez osoby biorące udział w badaniach są: przyspieszona akcja serca, przyspieszony oddech, zawroty głowy, bóle brzucha, pocenie się, drżenie, ból w klatce piersiowej, napięcie (czyli aspekt poznawczy) mogą być mniej lub bardziej katastroficzne, skierowane na zewnątrz lub do wewnątrz, np. Chyba umieram! Zaraz zemdleję! Zaraz zwariuję! Dzieje się ze mną coś niedobrego! Na pewno jestem poważnie chora/y! Ktoś chce mi zrobić krzywdę!To, co najcześciej będzie próbowała zrobić osoba w panice (aspekt behawioralny), to jak najszybsze wydostanie się z danej sytuacji. Jeżeli nie będzie takiej możliwości, osoba ta może wyrażać swój niepokój np. przez nadmierną pobudliwość ruchową, czyli wiercenie się, nerwowe chodzenie, albo które najczęściej towarzyszą napadom paniki to zdenerwowanie, napięcie, pobudzenie, przestrach, poirytowanie, roztrzęsienie, panikiTe cztery składniki mają to do siebie, że łatwo nakręcają się nawzajem, wciągając osobę w tzw. cykl przykład z jazdą metrem w godzinach szczytu. Tłok w wagonie wywołuje naturalną reakcję fizyczną (np. przyspieszone bicie serca i przyspieszony oddech). Osoba, która nie doświadczyła wcześniej napadu paniki i ma niższą wrażliwość na lęk prawdopodobnie zignoruje te objawy, wiedząc, że nie grozi jej niebezpieczeństwo. Ale ktoś, kto jest bardziej wyczulony na sygnały lękowe z ciała i być może doświadczył już w przeszłości napadu paniki może tę naturalną reakcję fizyczną mylnie zinterpretować, jako dowód na nadciągające niebezpieczeństwo, co uruchomi paniczne myśli (np. Dzieje się ze mną coś niedobrego) i emocje (np. nadmierne pobudzenie i przestrach). Te z kolei spowodują jeszcze silniejsze objawy fizyczne (np. duszności, zawroty głowy i drętwienie), które sprawią, że myśli i emocje staną się jeszcze bardziej niepokojące (Zaraz zemdleję!)… W końcu osoba w stanie paniki najprawdopodobniej znajdzie drogę ucieczki (np. wysiądzie z metra), co chwilowo przyniesie ulgę, ale niestety nie pozwoli też przekonać się, że niebezpieczeństwo było w rzeczywistości tylko wyobrażone. Cykl paniki się zamyka, osoba pewnie będzie unikać jazdy metrem (a może i tłoku w ogóle) w obawie przed kolejnym sobie pomóc?Najlepiej pójść na psychoterapię. Terapia zespołu paniki w nurcie poznawczo-behawioralnym zajmuje zazwyczaj kilkanaście sesji (ostateczna ich liczba zależy oczywiście od danej osoby i jej problemu, czasami potrzebna jest dłuższa terapia, która pozwoli uporać się z innymi zaburzeniami, towarzyszącymi napadom paniki, np. depresją). Obejmuje ona przede wszystkim rozpoznawanie i korygowanie lękowych myśli, odkrycie strachu źródłowego, leżącego u podstaw lęku, naukę oddychania i relaksacji oraz serie ćwiczeń, które pomagają nauczyć się, jak radzić sobie w trudnych sytuacjach (w tym tzw. ekspozycje) i dzięki temu przestać ich z jakiegoś powodu nie masz teraz możliwości skorzystania z pomocy terapeuty, możesz samodzielnie spróbować kilku technik, które pomogą ci lepiej sobie radzić z pojawi się napad — przygotuj musisz czekać do kolejnego ataku, żeby zacząć sobie z nim radzić. Zacznij wprowadzać w swoje życie działania prewencyjne:Poznaj swój lękWeź kartkę papieru, albo najlepiej załóż specjalny zeszyt, przypomnij sobie swój ostatni epizod nagłego lęku i zanotuj wszystko, co będziesz w stanie sobie przypomnieć:co uruchomiło lęk? jakie sytuacje, myśli, doznania fizyczne, okoliczności?jakie było natężenie lęku na skali od 0 do 100?jak długo trwał napad lęku/paniki?co zrobiłaś/eś, żeby ograniczyć lęk?jakie były dominujące fizyczne doznania w trakcie napadu?czy jesteś w stanie wychwycić własne błędy w myśleniu w momencie odczuwania lęku? (np. katastrofizacja, zbyt pochopne wyciąganie wniosków, koncentracja tylko na wybranych aspektach sytuacji, brak realnej oceny sytuacji, dawanie się ponieść emocjom)Przeanalizuj swoje notatki i spróbuj odpowiedzieć na pytania:Jaka była moja pierwsza myśl, kiedy poczułam/em lęk?Czego się boję? Co najgorszego może mnie spotkać w takiej sytuacji?Jakie jest prawdopodobieństwo, że to faktycznie się wydarzy? Czy wydarzyło się to kiedykolwiek wcześniej? Jakie są dowody na prawdopodobieństwo, a jakie mu przeczą?Jakie myśli byłyby dla mnie w tej sytuacji bardziej korzystne? Jakie myśli mogłyby zastąpić katastroficzne interpretacje, które pojawiają się w twojej głowie w trakcie napadu paniki?Co mogłabym/mógłbym zrobić inaczej, żeby zminimalizować lęk w takiej sytuacji, a co nie wiązałoby się z ucieczką czy unikaniem?Prowadź notatki dla kolejnych epizodów nagłego lęku i paniki. Im więcej przykładów zbierzesz, tym większa szansa, że uda ci się wychwycić mechanizmy, które kierują twoim lękiem w sytuacjach paniki i opracujesz sobie więcej alternatywnych myśli i działań, z których skorzystasz w razie potrzeby.(Prowadzenie takich notatek może bardzo ułatwić książka “Zaburzenia lękowe. Podręcznik z ćwiczeniami opartymi na terapii poznawczo-behawioralnej” David A. Clark, Aaron T. Beck, w której jest mnóstwo ćwiczeń i tabelek do wypełniania w trakcie autoterapii. Oczywiście nie jest ona konieczna, ale sprawia, że działania są bardziej usystematyzowane i przejrzyste.)2. Naucz się oddychaćChodzi głównie o to, żeby oddychać przeponowo i pracować nad wydłużaniem wydechu. Taki sposób oddychania pozwala przełączyć autonomiczny układ nerwowy na część przywspółczulną, czyli tę, która odpowiada za odpoczynek, rozluźnienie, spokojne przykładowa sesja oddychania przeponowego (i relaksacyjna przy okazji). Daj sobie kilka minut dziennie na pompowanie balonika pod pępkiem :) i zwracaj uwagę na to jak oddychasz w ciągu Relaksuj się regularnieNiektórzy czekają z ćwiczeniami relaksacyjnymi do momentu, kiedy ich samopoczucie się pogarsza i zaczynają odczuwać zbliżający się lęk. Ja wolę nie dopuszczać do tych momentów, kiedy już zaczyna być sobie czasu na relaksację każdego dnia (albo przynajmniej regularnie w ciągu tygodnia) pozwala mi utrzymywać dłuższe okresy dobrego samopoczucia i redukuje ogólny poziom lęku na co “relaks” nie mam na myśli jedzenia ciastek z serialem (chociaż to oczywiście też praktykuję regularnie ;) ale konkretne ćwiczenia, które pozwalają mi się odprężyć i rozluźnić ciało. Zrobiłam z nich poranną rutynę, jeśli czuję, że dany dzień był akurat wyjątkowo trudny, to próbuję znaleźć też czas wieczorem na dodatkowe wyciszenie przed mnie najlepiej sprawdza się joga i medytacja, bo pozwalają mi złapać kontakt z ciałem, poruszyć napięte mięśnie i skoncentrować się na oddechu. Ale dla Ciebie może się sprawdzić coś zupełnie innego, np. bieganie (pod warunkiem, że przyspieszone tętno i zadyszka nie uruchamiają u Ciebie ataków paniki).Zanim stwierdzisz, że na jogę jesteś za mało elastyczna/y, a medytacja jest trudna, nudna i dobra dla buddyjskich mnichów odpowiem Ci, że to po prostu nieprawda :) Cały myk polega na tym, żeby znaleźć sobie ten rodzaj jogi, który faktycznie Ci odpowiada — jeśli nie lubisz się pocić, to idź na vinyasę albo yin, a jeśli wolisz ćwiczenia bardziej siłowe znajdź szkołę ashtanga jogi. To samo dotyczy medytacji — nie trafiają do Ciebie mantry? Wybierz medytację bardziej w stylu dostarcza mnóstwa opcji relaksacyjnych/uważnościowych. Tutaj propozycja od Michała, trenera oddechu ze Sztuki Medytacji ❤4. Powoli stawiaj czoła lękomKiedy już uspokoisz swój system nerwowy, nauczysz się dobrze oddychać i zaplanujesz alternatywne myśli i działania w razie lęku, możesz powoli próbować ćwiczeń ekspozycyjnych, czyli takich, w trakcie których specjalnie będziesz wywoływać u siebie stany lekkiej paniki (jej fizycznych objawów) po to, żeby uczyć się z nim radzić i przekonać się, że nie wydarza się żadna że umyślne wywoływanie stanu, którego za wszelką cenę chce się uniknąć brzmi dość przerażająco, ale to po prostu działa. Najlepiej oczywiście wykonywać te ćwiczenia pod opieką terapeuty, ale jeśli nie masz takiej możliwości, możesz próbować sam/a, pamiętając o zapewnieniu sobie bezpiecznych warunków (własny pokój, w którym dobrze się czujesz, zaufana osoba w pobliżu) i stopniowym, uważnym mogą być różne, w zależności od tego, który z fizycznych objawów określisz wcześniej jako najbardziej przeszkadzający. Jeśli głównym problemem w trakcie ataków paniki jest dla Ciebie przyspieszony rytm serca, możesz biegać w miejscu przez 1 minutę. Jeśli duszności — możesz oddychać przez słomkę przez 2 minuty. Jeśli będą to zawroty głowy — możesz je wywołać przez kręcenie się na krześle przez 1 każdym takim ćwiczeniu ważne jest, żeby przyjrzeć się myślom, pojawiającym się w głowie, starać się je korygować zgodnie z tym, co wcześniej sobie wynotowaliśmy (czyli zamieniamy katastroficzne myśli na te bardziej realne) i zauważać dowody na to, że nic nam jednak w tej sytuacji realnie nie zagraża. A następnie pozwalać ciału się jakimś czasie regularnego wykonywania takich ćwiczeń lęk, nad którym pracujemy powinien zacząć się zmniejszać. Kiedy osłabnie o co najmniej połowę możemy zacząć sobie trochę utrudniać, np. wychodzić do miejsc, w których czujemy się trochę mniej bezpiecznie. Ostatnim etapem będzie wejście w sytuację, która wywoływała w nas napady paniki, np. przejeżdżka metrem w godzinie szczytu :)Po całościową, bezpieczną procedurę ćwiczenia odsyłam do podręcznika “Zaburzenia lękowe”, rozdział pojawi się napad — zatrzymaj jeśli wprowadzisz w życie wszystkie działania prewencyjne, napady paniki nadal mogą się zdarzać. To zupełnie naturalne. Nie oczekuj od siebie, że zmiany nastąpią z dnia na dzień. Co możesz zrobić, żeby łatwiej przetrwać atak i nie wpadać w zamknięty cykl paniki?OddechPrzypomnij sobie jak oddycha się przeponowo i postaraj się przełączyć właśnie na takie oddychanie. Pamiętaj, żeby nie oddychać zbyt gwałtownie, ani zbyt głęboko, żeby nie doprowadzić do hiperwentylacji, która tylko pogorszy MindfulnessZastosuj jedną z technik uważnościowych, np. zasada 5: znajdź w swoim otoczeniu 5 rzeczy wzrokiem, 4 rzeczy słuchem, 3 rzeczy dotykiem, 2 rzeczy węchem i 1 rzecz smakiem. Każdą ze znalezionych rzeczy nazwij i określ kilkoma słowami. (Niestety nie wiem, kto jest autorem tego ćwiczenia, ale za podrzucenie dziękuję @nesena_fox ❤)3. Bezpieczne miejsceUwielbiam to ćwiczenie i często je możesz, usiądź jak najwygodniej i zamknij oczy. Wyobraź sobie miejsce, w którym czujesz się absolutnie dobrze. Może to być lokalizacja realna, w której byłaś/eś, albo zupełnie wymyślona. Najważniejsze, żeby wyobrazić sobie jak najwięcej jej elementów: co tam widzisz, jaka jest pogoda, czy jest ciepło, czy chłodno, jasno czy ciemno, czym pachnie, jak się tam czuje Twoje ciało, czego dotykasz, czy wieje wiatr, może czujesz słońce na skórze? Zostań tam przez kilka minut, aż poczujesz, że Twoje ciało się rozluźnia, a myśli Detektyw myśliSpróbuj zatrzymać swój umysł w gonitwie za panicznymi myślami. Zamiast tego zacznij je obserwować, jakby z zewnątrz. Co to za myśli? Która z nich dominuje? Przypomnij sobie, czy pojawiała się już w Twoich notatkach. Jaki strach może się pod nią kryć? Co najgorszego może się wydarzyć? Dlaczego się tego boję? Jakie jest faktycznie prawdopodobieństwo, że to się wydarzy? Czy wydarzyło się to kiedykolwiek wcześniej? Jak to przetrwałam/em?Wróćmy do przykładu z metra. Tak mógłby wyglądać ten wywnętrzny dialog detektywistyczny :)“Coś złego się ze mną dzieje! Zaraz zabraknie mi tlenu! Na pewno zemdleję! > Ok, znam tę myśl. Pojawia się często, kiedy wokół mnie robi się tłoczno i duszno. Czego tak naprawdę boję się w tej sytuacji? > Chyba po prostu nie chcę stracić przytomności na oczach innych ludzi i w takich warunkach. > Co byłoby najgorsze w tej sytuacji? Chyba to, że byłabym zależna od reakcji obcych ludzi. > Czy to faktycznie byłaby taka katastrofa? Może nie musiałaby być. Pewnie ktoś z tych wszystkich osób wiedziałby, co zrobić. Wagon zatrzymuje się co kilka minut na jakiejś stacji, tam można też zawołać karetkę. > Jakie jest prawdopodobieństwo, że to w ogóle będzie potrzebne? W sumie nie zdarzyło mi się nigdy zemdleć w miejscu publicznym, więc prawdopodobieństwo, że zdarzy się to akurat teraz jest dość małe. > Ok, podjadę jeszcze jedną stację, zobaczę czy dam radę.”Na spokojnieWażne, żeby zrozumieć, że strach nie jest jakimś pochłaniającym nas monstrum. Jest naturalnym i dobrym objawem. Ma za zadanie chronić nas przed niebezpieczeństwem. Dzięki strachowi i wyzwalanym przez niego automatycznym reakcjom organizmu szybciej uciekniemy z przejścia dla pieszych, kiedy będzie nadjeżdżał samochód, albo zachowamy większą czujność, kiedy wieczorem ktoś będzie za nami szedł zaczyna się wtedy, kiedy tego strachu jest za dużo, utrzymuje się zbyt długo i nie odpowiada rzeczywistości, czyli jest uruchamiany nie wtedy, kiedy trzeba, ale kiedy zaczynamy myśleć katastroficznie. Takie zaburzenia lęku powodują, że uciekamy w panice z metra, albo codziennie godzinami zamartwiamy się czymś, co ma małe prawdopodobieństwo, żeby w ogóle się wydarzyć. W efekcie tracimy mnóstwo energii na walkę z czymś, co w ogóle nie powinno nam zaprzątać spokojnie, na szczęście lęk można ułagodzić. I często jest prostsze i przyjemniejsze, niż myślisz :)pisząc ten tekst korzystałam z:Clark, Beck, (2018). Zaburzenia lękowe. Podręcznik z ćwiczeniami opartymi na terapii poznawczio-behawioralnej. Wyd: Wydawnictwo Uniwersytetu Ollendick, (2004). Lęk i fobie nastolatków. Jak pomóc dzieciom przezwyciężyć napady paniki. Wyd: Gdańskie Wydawnictwo czujesz, że twój stan lub stan bliskiej ci osoby jest poważny (np. pojawiają się myśli samobójcze, chęć skrzywdzenia siebie lub innych) SIĘGNIJ PO POMOC. Zgłoś się do najbliższego szpitala psychiatrycznego (nie jest potrzebne skierowanie, ani ubezpieczenie zdrowotne, w sytuacjach nagłych lekarz musi Cię przyjąć tego samego dnia).Tutaj znajdziesz też listę placówek w całej Polsce, które udzielają wsparcia osobom w kryzysie psychologicznym: kryzysowy telefon zaufania dla dorosłych: 116 123 (codziennie kryzysowy telefon zaufania dla młodzieży: 116 111 (codziennie Jeżeli czujesz Czaplo i czujecie ogólnie strach przed atakiem to niestety ale nerwica jest w was na całego Na tym strachu ona się właśnie opiera. Co do leczenia nerwicy to najważniejsze co to wziąć sprawy we własne ręce, czyli przyjąć jakby odpowiedzialność za wyzdrowienie na siebie. Bo ogólnie możemy wyliczać czy terapia powinna trwać rok, dwa czy 7 ale nie zmieni się nic dopóki to wyliczamy a tego nie robimy. Tak naprawdę ja też nie zgadzam się z założeniem, ze terapia to co najmniej dwa lata powinna trwać. Terapia będzie trwać tyle w ile sami będziemy potrafili rozpracować swoje lęki a dokładnie w ile będziemy potrafili przełamać strach przed atakiem paniki i innymi objawami. Tak samo jest z lekami, szczerze mówiąc nie rozumiem tego jak ktoś mówi, ze leków to na razie nie potrzeba brać bo sobie radzisz samemu. Co znaczy radzenie sobie samemu przy tym, ze trzęsiemy się na mysl przed atakiem? Czyli nie radzimy sobie. Ja też się zawsze oszukiwałem, mówiąc daję sobie radę bo jeden czy dwa dni były lepsze, bo jakiś czas nie było ataku, bo w pocie czoła wyszedłem tu i tam. Być może jest to radzeniem sobie w obliczu naszego zaburzenia, ale nie jest to zdrowienie, kiedy za kołnierzem czujemy zbliżający się atak i boimy sie go jak niczego na świecie. Czyli kiedy jest dobra pora na branie leków? Jak leżymy z rozdziawioną gębą? Nie jestem zwolennikiem psychotropów ale rada, że leki to ci nie potrzebne bo jakoś tam żyjesz to nie rada tylko "gwóźdź do trumny". Ogólnie ciężko jest mając nerwice się odnaleźć w tym całym leczeniu, bo najczęściej co się słyszy to to, ze pomóc sobie możesz samemu, albo trzeba przełamać strach itp. Do tego słyszy się o jakiś terapiach, których nazwy nam na początku nic nie mówią. Ale właśnie o to chodzi z tą odpowiedzialnością za swoje zdrowie psychiczne, zamiast poświęcać czas na hipochondryczne czytanki o rakach i innych chorobach można poczytać coś o terapii. Można poczytać o lekach antydepresyjnych, jak one działają, mozna poczytać czym się leczy nerwicę, Bo zostawianie wszystkiego psychologowi i psychiatrze i załamując ręce nie pomagamy sobie. Wiele osób czeka na wizyty u psychologa z nadzieją, że on coś powie, da jakąś radę, że nagle nerwica, ataki się skończą, niestety NIE MA CZEGOŚ TAKIEGO. Jak będzie coś podobnego to zostanie to nagrodzone nagrodą Nobla Jest tyle ciekawych i coś dających książek o nerwicach o pokonywaniu lęków, nalezy je poczytać, nie mówić, ze jest się już tym zmęczonym, iść na fotel do psychologa w nadziei wyspiewać wszystkie te najgorsze objawy i czekać na cud chyba. Powiem wam prawdę, to nic wam nie da, niepotrzebnie wydane pieniądze. Terapia 2 lata? Nic bardziej mylnego, terapia poznawczo-behawioralna zakłada o wiele mniej sesji, no chyba, że będziemy chodzić raz co drugi miesiąc Oczywiście można i 7 lat chodzić na nią, kiedy zaczynając terapię mówimy, że nie będziemy przełamywać ataków bo się tego za bardzo boimy i niech psycholog wymyśli inna metodę Jasne, ze są terapię co zakładają więcej lat na poczatku, analiza itp. I jesli ktoś uważa albo czuję, ze jego problemy psychiczne wynikają z problemów z dziecinstwa, brakiem miłości, problematycznymi rodzicami itd to dobrze jest i na taką terapię chodzić. Ale i tak uważam, ze jeśli męczą nas ataki paniczne i okropne lęki należy najpierw wyćwiczyć przełamywanie strachu i lęku przed tym aby to po prostu przestało się pojawiać. Czy jest to w ogóle możliwe? Tak jest. Ja ataków paniki już nie dostaję, czasem jeszcze przychodzi poczatek jakby ataku ale panika już nie wzrasta, dzięki powolnemu bardziej przełamywaniu poczułem się w końcu bezpieczny w obliczu ataków paniki i objawów nerwicy. To jest tak jak posiadanie tego tranxene, daje on poczucie bezpieczeństwa i coś jest lepiej, mnie to bezpieczeństwo rozwineło się we mnie. Czy wyzdrowiałem z nerwicy i problemów psychicznych całkiem? Nie, nie wyzdrowiałem. Kiedyś żeśmy rozmawiali o tym co znaczy wyzdrowienie. Są osoby, które chorują na nerwice mają ataki i tak naprawdę wystarczy im podjąć leczenie, i przy pozytywnym skutku po prostu zdrowieją, nerwica ich już nie dotyczy ale sa też ludzie, którzy nerwice mają jakoby we krwi, innymi słowy mają spartaczoną osobowość, od zawsze byli "tchórzami" przed chorobami, jako dzieci patrzyli czy rodzice oddychają (to tylko przykład), obawiali się ciągle czegoś, chorób, śmierci w większym stopniu niż rówieśnicy (bo obawia to się każdy). U tych osób jest gorzej trochę bo nawet po podleczeniu nerwicy, zauwazają oni, ze te objawy, ataki to tylko taki uboczny efekt ich całościowego problemu, ze są po prostu inni , ze i tak ciągle się boją tego czy owego. Jak z tym się uporać? Tego nie wiem, bo sam nalezę do tego doborowego grona. Nie mam ataków paniki, nie boję się objawów jak kiedyś, nawet depersonalizacja się zmniejszyła bo już mnie tak nie przeraża ale ciągle jest jakieś ALE. Ciągle idąc gdzieś coś załatwić okrążam budynek 17 razy zanim wejdę i jąkam się w środku bo stoi obcy człowiek, trzęsie mi się głowa, ręce, pocę się, ciągle licze wyrazy w nazwach, i cała masa różnych dziwactw. Ale jednak i tak się ciesze, ze lęki takie 24 godzinne juz nie sa dla mnie straszne ani ataki paniki, bo bez tego moge się skupić na poprawianiu innych swoich pojebców Nawet gdy wydaje ci się, że jesteś z tego drugiego grona, nie trzeba od razu wykrzykiwac pod niebiosa "dlaczego JA" itp. Po prostu pogódź się z tym, że masz taki problem i staraj się to zmienić, staraniem się zawsze się coś osiągnie. I nie pisze tego bo jestem już taki mądry i beztroski Jak kiedyś pierwszy mój psycholog powiedział mi podobne słowa co napisałem wyżej, to sobie pomyślałem "ty stara głupia pizdo co ty wiesz o lękach" Teraz myślę, że w dużej części miała rację, szkoda tylko, ze zajeło mi to 5 lat ataków paniki i lęku 24 na dobę aby to troche zrozumieć. Nie piszę tego też aby pokazać co to ja wiem i jaki jestem och i ach, bo doskonale wiem co to lęk, tego już nigdy nie zapomnę, wiem, że jest to straszne i bardzo bym chciał przekazać wam wszystkim to uczucie wewnętrznego bezpieczeństwa. Ale nie da się tego zrobić, naprawdę nie ma słów takich aby powiedzieć coś i było już dobrze i nerwica znika. Trzeba to przeżyć samemu, choćby najlepszy psycholog tłumaczył i dawał rady a my tylko słuchamy nic to nam nie da. W jednej książce kiedyś przeczytałem : "czytanie i słuchanie o sposobach radzenia sobie z lękiem i atakami paniki, nic nie da, jeśli nie będziemy tego ćwiczyli na sobie" I taka jest prawda. Czytajcie, poszerzajcie swoje informację o terapii, porównujcie co i jaka terapia dla was może być lepsza, co mozecie wziąć dla siebie, przecież można to zrobić, czesto wiecej czasu tracicie na czytaniu o rakach, zawałach, niepotrzebnie. Tak samo jest z lekami, można poczytać jak bardzo tak naprawde one psują nas samych, bo wiele osób się martwi, ze psychotropy niszczą osobowość,z mieniają itp. ostatnio przeczytałem taki tekst "czy jak zjesz kawałek czekolady to poprawia się nastrój"? Popraiwa się, cukier rośnie itd. A czy to zmienia nas samych? tak naprawdę to samo dotyczy leków antydepresyjnych, którymi leczy się nerwicę, one mają za zadanie poprawiać nastrój, nie zmieniaja niczego w nas. Owszem bywają skutki uboczne, nie mówię, że nie. Brałem około 13 leków to trochę wiem o nich. Ale i tak uważam, ze leki to nie jest wcale ostateczne zło, chociaż przyznaję, że terapia jest lepsza ale tylko pod tym względem, że możemy sami przełamywać lęki. Jednak połączenie leków i terapii może przyczynić się do jeszcze szybszego wyzdrowienia. Mam czesto, aż za często ciągle takie chwile kiedy ogarnia mnie płacz i niemoc, kiedy miałem dzień kiedy znowu głowa mi się trzęsła bo miałem rozmowe o pracy z kims obcym, bo musiałem wejśc do sklepu z tłumem i rece mi się trzęsły, bo przede mną jeszcze miliony takich prób, i tal naprawdę każdy dzień to jest dla mnie walka o normalność, mam ochote wtedy jebnąc sobie w głowę, ale skoro chce się zabić to równie dobrze moge spróbować tego czego się boję. Czas nie być całkowitym tchórzem. Co robić, gdy blokuje Cię strach przed tym, co powiedzą inni? Chcesz założyć własny biznes, zamiast iść na studia, ale boisz się reakcji. Chcesz odezwać się na zajęciach, ale powstrzymuje Cię strach przed spojrzeniem. Masz inne zdanie niż znajomi. Ale milczysz i im przytakujesz. Typowe. Ale nie nieuleczalne. Jeśli liczysz, że mój tekst sprawi, że przestaniesz się bać – przeliczysz się. To Ty sam musisz to zrobić. Jeśli naprawdę nie będziesz tego chcieć, to milion tekstów i psychologów Ci nie pomoże. Wiem tylko tyle, że sama kiedyś taka byłam. Bałam się ocen, więc unikałam dyskomfortu jaki się z nimi wiązał, podejmując stadne decyzje. Spełniając oczekiwania rodziców, nauczycieli, znajomych i mniej znajomych, często obcych, nic nie znaczących dla mnie ludzi. Aż zrozumiałam dwie rzeczy – że pozwalając sobie na bycie taką życiową cipą, daję tym ludziom nad sobą władzę. Pozwalam im pociągać za sznureczki mojego życia. Decydować o tym, jak się czuję, jaki mam nastrój. Druga rzecz jaką zrozumiałam, szybko stała się moją dewizą. Argumentem zła jest tłum. Jeśli ktoś chce uzasadnić głupią, złą, niegodną człowieczeństwa decyzję, to powie „bo wszyscy”. „Bo tak jest od zawsze” „Bo tak działa świat”. Błąd. Mój świat działa na moich zasadach. W strachu przed tym, co powiedzą inni, mamy dwie strony. Innych i nas samych. Inni będą oceniać zawsze. Bo im wygodnie, bo to łatwe, bo sami boją się ocen i wiedzą, że najlepszą obroną jest atak. Tego zmienić nie mogę, to jest czynnik niezależny ode mnie. Ale druga strona to ja i moje emocje, moje zachowanie i moje odczucia mogę zmienić w 100%. Bo to ja decyduję, jak reaguję na to, co inni mówią. Pierwsza sytuacja, która mnie obudziła – bierzmowanie, trzecia klasa gimnazjum. Nie jestem katoliczką, z religii wypisać się nie można było (byłam naiwna i dałam się oszukać szkole:))… nagle bierzmowanie stało się tematem numer jeden. Jako osoba, która jest wierząca, ale nie religijna, nie chciałam mieć nic wspólnego z jakimś panem w sukience który odprawi nade mną swoje czary. Rodzina, szczególnie babcia – wszyscy oczekiwali, że pójdę do tego bierzmowania. Bo wszyscy. Bo wstyd (babci). Bo ludzie powiedzą. Bo tak się robi. Bo co Ci szkodzi. Okazało się, że katolików tylko z nazwy jest trochę więcej. Były osoby, dla których bierzmowanie było ostatnim kontaktem z kościołem („odbębnisz i po sprawie”). Poszły dla świętego spokoju. Czy ich oceniam? Nie. Ale gdybym ja zachowała się w ten sposób, nie mogłabym spojrzeć w lustro. Byłabym w swoich oczach najtańszą z dziwek, zwykłą, tanią kurwą. Myślę samodzielnie, nie jestem katoliczką, satanistką, buddystką, protestantką, muzułmanką. Pójście do bierzmowania w zamian za spokój, prezenty i dobrą ocenę z religii byłoby dla mnie zwykłym kurestwem. Czy mnie oceniali? Oczywiście. Czy się tym przejęłam? Nie. Już nie. Bo w życiu jest tak, że ponosimy konsekwencje swoich czynów. Niepochlebna ocena była naturalną konsekwencją tej decyzji. I ja to akceptuję. Akceptuję to, że komuś może się to nie podobać. Akceptuję to, że inni myślą inaczej. Drugą rzeczą, która wyzwoliła mnie z tego irracjonalnego strachu była moja choroba. Generuje ona setki niekomfortowych sytuacji. Gdy po wyczerpujących badaniach w szpitalu nie ustąpiłam w autobusie miejsca starszej kobiecie, patrzyli na mnie jak na debilkę. Niech patrzą – oceniają tylko podstawie czubka góry lodowej, który widzą. Nie wiedzą o tym, że wcześniej zemdlałam i godzinę dochodziłam do siebie. Nie muszą wiedzieć. Oceniają na podstawie szczątkowych danych, ich równanie ma niewłaściwe dane, więc ich wynik jest błędny. Mam to gdzieś. Kiedy muszę porządnie sobie kaszlnąć, nie będę czekała na dogodny moment – nie pozwolę sobie na stawianie komfortu grupy wyżej niż moje zdrowie. Oczywiście w większości sytuacji staram się roić to taktownie, wyjść na zewnątrz itp., ale kiedy się nie da – moje zdrowie jest na pierwszym planie. Kiedyś natknęłam się na bardzo dziwny eksperyment. Wydał mi się totalnie idiotyczny. Ale wiem, że nie ocenia się smaku potrawy, której się nie spróbowało. Postanowiłam więc go sprawdzić, zanim wydam swoją opinię #hehe #ale #bullshit #lol. Okazało się, że ten eksperyment zmienił moje życie. I działał. Nie zastanawiałam się, czy opisać go w książce – wiedziałam, że część osób po przeczytaniu przypisze tagi #hehe #ale #bullshit #lol mnie i mojej książce, dokonując projekcji swoich emocji. Spoko. Akceptuję to. Ich zdanie nie ma dla mnie znaczenia. Jeśli jestem czekoladowym plackiem, a mój smak oceniają osoby, które nie miały tego placka w ustach, to ja mam ich opinię totalnie gdzieś. Ocenianie książki, której się nie przeczytało, jest jeszcze głupsze niż ocenianie jej po okładce. Ocenianie filmu, którego się nie zna, osoby o której nie ma się pojęcia, czekolady, której się nie jadło jest pozbawione sensu. A mnie zachowania ludzi, których postępowanie pozbawione jest sensu, totalnie nie interesuje. Czy ludzie mnie oceniają? Zapewne cały czas to robią. Czy jestem bezkrytyczna? Absolutnie nie! Wiem, że są obszary życia, nad którymi panuję trochę słabiej. Potrzebuję konstruktywnej, szczerej, rzetelnej krytyki. Np. tekstem ratunku nie mam stylu, sama wręcz o nią poprosiłam. Czy przyjęłam krytykę bezkrytycznie? Oczywiście, że nie :). Wiem jednak, że oceny dokonywane przez innych są na potrzebne i chętnie z nich czerpię. Jest taka prosta zasada : zamień wadę na zaletę. I ja się jej trzymam. Bo na 100 głupich uwag, może paść jedna, w której będzie ziarno prawdy, albo nawet cała prawda. Jakiś punkt zaczepienia, który stanie się punktem zwrotnym w moim życiu. I się o niego mogę zaczepić. Czasami ktoś „życzliwy” sypnie radą cenniejszą niż złoto. Warto mieć otwarte oczy, słuchać, przyjmować do wiadomości, ale filtrować. _______________ Ania! Konkret! Nie ma konkretu, nie ma recepty. Po prostu zdecyduj, czy chcesz pozwalać innym na to, aby władali Tobą, Twoim życiem, Twoimi wyborami. Czy ich opinie są tym, co jest dla Ciebie istotne. Czy pozwolisz im się blokować. Jeśli chcesz to zmienić – zacznij od maleńkich rzeczy. Załóż ulubione i niemodne spodnie. Idź pobiegać w ruchliwym miejscu. Prawdopodobnie nawet na Ciebie nie spojrzą. Bo są zbyt zajęci swoim życiem. I strachem przed tym, że to oni są właśnie oceniani. Być może zachwycasz się tym filmikiem: Może nawet byś klaskał. Ale jeśli przez resztę dnia siedzisz na pudelku i oceniasz ludzi, których nie znasz, to jesteś hipokrytą ;)) Jest wielka różnica między ocenianiem czyjegoś konkretnego zachowania, a ocenianiem człowieka. Zanim uzyskasz wynik swojego równania, zastanów się, czy masz wystarczającą ilość danych. PS. nie chciałam powielić informacji z tekstu : Ludzie zawsze będą mieć „ale”. Idź do przodu. Jeśli czujesz niedosyt, to tam zajrzyj. Pełna wersja grafiki reklamowej z nagłówka : tutaj reszta : tumblr Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na „głównej”) – jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 Nick Cardillicchio (Rodale Images) Joe Kita, gdy skończył 43 lata, postanowił rozprawić się ze swoimi lękami: od strachu przed wystąpieniami publicznymi przez strach przed lataniem, wypadkiem samochodowym, przed bólem, tornadem, lękiem wysokości aż po lęk przed śmiercią. Po co? Żeby zacząć żyć. Wszystkie doświadczenia opisał w książce "Accidental Courage". (fot. Nick Cardillicchio) No jasne. Przez te wszystkie lata doskonalił technikę. Na pewno trenuje codziennie. - Nigdy nie dotykam noża między występami. Gdybym nie umiał rzucać nożami wcześniej, na pewno bym się tego nie nauczył racja. Ale ciekawe, kiedy ostatni raz występował? - Hm, niech no pomyślę... Jakieś osiem miesięcy że wystarczy tych pytań. To mogła być ta jedna jedyna sytuacja, kiedy wiedza nie pomaga radzić sobie ze strachem. Pora się pożegnać. - Do widzenia - powiedziałem do słuchawki. - Powodzenia! - nie zażądał pieniędzy z moje ostatnie życzenieOpiszę sposób, w jaki chciałbym być pochowany, na wypadek gdyby, nie daj Boże, Che Che się poślizgnął: jeżeli moja rodzina nie będzie miała nic przeciwko temu, chciałbym po wszystkim poleżeć parę dni w domu. Jeżeli w opowieściach o nieśmiertelnej duszy jest choć ziarno prawdy, chciałbym spędzić jeszcze parę dni we własnym domu, z tymi, których kocham. Może uda mi się jakoś im to zajmie się kwestiami technicznymi, załatwi formalności, transport, połata rany od noża. Wolałbym leżeć we własnym łóżku, ale jeśli miałoby to zniszczyć materac, może też być jedna z jego trumien. Suchy lód może być, ale nie życzę sobie żadnego balsamowania, makijażu ani odświętnego ubranka. Niech będę taki jak zawsze. Chcę być normalnym martwym ciałem, nie manekinem. Nie chcę, żeby ktoś koło mnie szeptał: - Pięknie go kiedy już wszyscy się pożegnają, kiedy się nasmucą, a ja zacznę z wolna zielenieć, Bob może mnie zabrać. Skromna ceremonia w naszym kościele zupełnie mi wystarczy. Jeżeli pogoda dopisze, może da się urządzić ją na dworze. Zamiast wygłaszać szablonową kościelną mowę pogrzebową, poproście któregoś z przyjaciół, żeby powiedział parę słów. Pochowajcie mnie na cmentarzu pod się, a zginiesz!- Cześć! To ty, Joe? Tu mówi Che Che. Jestem teraz... Gdzie jesteśmy? Koło restauracji Golden Corral przy drodze nr siódma wieczorem. To może być ostatni wieczór w moim Złapałem gumę jakieś 20 mil za Bradford. Cholerny pech. Chyba się spóźnię. To dokąd mam jechać? Wyjaśniłem mu, jak dojechać do parkingu, na którym może postawić swój dom na kółkach. Na szczęście to niedaleko. Sądząc po głosie, Che Che jest Powodzenia - powiedziałem na Żegnam - odparł krótko. Dlaczego za każdym razem jego pożegnania budzą we mnie niepokój? Następnego ranka Che Che zaprosił mnie do swojej przyczepy: - Siadaj. Pokażę ci coś na wideo - zaproponował. - Będziesz przynajmniej wiedział, czego się są tak stare i zamazane, że zacząłem się zastanawiać, kiedy to Che Che ostatni raz pracował. Ale widzę, że jest z nich wyraźnie dumny. A duma to dobry znak. Świadczy o talencie. Siedzę więc i patrzę, jak Che Che ciska nożami w ludzi w najróżniejszych pozach - mam naoczny dowód, że potrafi to że nie tylko ja mu się uważnie przyglądam. On też zdaje się mnie oceniać. Najważniejsze w jego zawodzie to umieć ocenić, o ile drgnie jego żywy cel. Każdy się rusza, to kwestia instynktu. Pozostaje pytanie, jak bardzo. Jeżeli celem jest przypadkowy widz, trzeba wziąć dużą poprawkę, nawet kilka cali. Ale zawodowe asystentki nie ruszają się prawie w ogóle. Można rzucać tak blisko, żeby przybić nożem spódnicę, pasek czy odciąć warkoczyki. I nawet jeśli ostatnio nie rzuca już z 13 metrów, tylko z 4, nadal robi to wstrząsające Starzeję się, więc musiałem trochę odpuścić - wyjaśnia Che Che, masując dłonie. - Mam początki artretyzmu, a kilka lat temu przeszedłem operację się szeroko. Wiem, że mnie sprawdza. Staram się nie w oko ze śmierciąWychodzimy na zewnątrz i Che Che zaczyna przygotowywać scenę. Tablica, pod którą będę stał, jest krwistoczerwona. (Sprawdziłem, czy to na pewno farba).Waży jakieś 70 kilogramów i - o ironio! - ma kształt nagrobka. Widzę, że cała powierzchnia jest usiana głębokimi śladami po nożu. Ten kawałek drewna przyjął tysiące ciosów, ale nie układają się one w żaden wzór. Tyle samo dziur jest na środku, co na obrzeżach. Che Che widzi, na co patrzę. - Nikt nie jest doskonały - wzrusza ramionami.