Redeeming Love (2022) [Lektor PL] Odblokuj dostęp do 14367 filmów i seriali premium od oficjalnych dystrybutorów! Oglądaj legalnie i w najlepszej jakości. Film na podstawie powieści Francine Rivers pt. "Potęga miłości". Opowieść o bezgranicznej miłości i wytrwałości. Burzliwy związek młodej pary musi stawić czoła surowym BAJKA O MIŁOŚCI. Dawno, dawno temu, na oceanie istniała wyspa, którą zamieszkiwały emocje, uczucia oraz ludzkie cechy - takie jak: dobry humor, smutek, mądrość, duma; a wszystkich razem łączyła miłość. Pewnego dnia mieszkańcy wyspy dowiedzieli się, że niedługo wyspa zatonie. Kamila Jakubczyk Bajkoterapia jako metoda pracy z dzieckiem w wieku przedszkolnym Nauczyciel i Szkoła 1 (53), 249-258 2013 Kamila JAKUBCZYK Pedagogiczna Biblioteka Wojewódzka im. J. Lompy w Katowicach – Filia w Dąbrowie Górniczej Bajkoterapia jako metoda pracy z dzieckiem w wieku przedszkolnym Słowa kluczowe Bajkoterapia, bajka terapeutyczna, terapia, terapia bajką, dziecko. Nasze instynktowne postrzeganie miłości wynosimy z dzieciństwa. Wchodzimy w dorosłość z przekonaniem, że miłość można dostać tylko z zewnątrz i że trzeba na Mały Książę to skarbnica pięknych cytatów o przyjaźni, miłości, życiu, dzieciństwie i dorosłości. Aż 50 ponadczasowych cytatów z Małego Księcia, które mogą być gotową dedykacją dla przyjaciela. Bajka trwa. o bajce sen przychodzi. przenikają się postaci. trwają spekulacje. w wyobraźni serca. w serca wrażliwości. Jastrząb czuje. niby ciepły letni wiatr na skrzydłach. ów powiew pierwszej MIŁOŚCI. zasypia w tej zażyłości. ale i nieustannie zadaje pytania. czy MIŁOŚĆ JASTRZĘBIA do JASTRZĘBIA jest sednem miłowania. Stuk puk o nic nadzwyczaj . nie starała. była sobie niczego sobie. taka nicość za nic i po nic. jak aromat kwiatów. delikatna nicość. jak słodycz trwania. jak pomiędzy istnieniem. wśród jego rozkwitania. choć nic o sobie nie wiedziała. w niczym się rozpoznawała.. pomiędzy niczym we wszystkim. a wszystkim do niczego prawdę poznawała Bajka o córce jest poruszająca, ale to za mało, by dać ci maskę. La historia de tu abandonada hija, la cuál es conmovedora y emocionante, No es suficiente para quitarme mi máscara y dártela. W oparciu o ten artefakt powstała bajka o Kopciuszku. O miłości, nadziei i pogodzie ducha – tematy znane a ubrane w popularne melodie. Wczoraj w Muzeum Regionalnym odbył się wyjątkowy koncert – w roli głównej We O miłości, O nadziei, O wierze to zebrane w jednym tomie trzy rozprawy wybitnego niemieckiego filozofa - Josefa Piepera. Najwcześniej powstał tekst O nadziei. Dwie serie wykładów, na których opiera się druga część niniejszego tomu, nosiły kolejno tytuły: "Wiara jako problem filozoficzny (św. 5rer5tF. W naszych czasach łatwiej jest usłyszeć krótkie „Uśmiechnij się”, „Nie smuć się”, „Głowa do góry!” niż pytanie, co się stało i czego potrzebujemy. Nie ma miejsca na smutek, żal, lęk. Ze smutkiem łatwiej walczyć, zagłuszać i go negować zamiast zaakceptować i po prostu go odczuwać. A to emocja jak każda inna i pełni ważną rolę. Jaką? O tym poniższa przypowieść terapeutyczna! Bajki i opowieści lubią ludzie niezależnie od wieku. Wyjątkowo zapadają w naszej pamięci. Abstrakcyjne postaci i dialogi przemawiają do wyobraźni i skłaniają do przemyśleń. Poniżej znajdziecie jedną z nich – opowiada ona o roli smutku i nadziei. Bajka terapeutyczna o smutku Po piaszczystej drodze szła niziutka staruszka. Chociaż była już bardzo stara, to jednak szła tanecznym krokiem, a uśmiech na jej twarzy był tak promienny, jak uśmiech młodej, szczęśliwej dziewczyny. Nagle dostrzegła przed sobą jakąś postać. Na drodze ktoś siedział, ale był tak skulony, że prawie zlewał się z piaskiem. Staruszka zatrzymała się, nachyliła nad niemal bezcielesną istotą i zapytała: – „Kim jesteś?” Ciężkie powieki z trudem odsłoniły zmęczone oczy, a blade wargi wyszeptały: – „Ja? … Nazywają mnie smutkiem” – „Ach! Smutek!”, zawołała staruszka z taką radością, jakby spotkała dobrego znajomego. – „Znasz mnie?”, zapytał smutek niedowierzająco. – „Oczywiście, przecież nie jeden raz towarzyszyłeś mi w mojej wędrówce”. – „Tak sądzisz …”, zdziwił się smutek, „To dlaczego nie uciekasz przede mną? Nie boisz się?” -„A dlaczego miałabym przed Tobą uciekać, mój miły? Przecież dobrze wiesz, że potrafisz dogonić każdego, kto przed Tobą ucieka. Ale powiedz mi, proszę, dlaczego jesteś taki markotny?” -„Ja … jestem smutny.” – odpowiedział smutek łamiącym się głosem. Staruszka usiadła obok niego. – „Smutny jesteś …”, powiedziała i ze zrozumieniem pokiwała głową. – „A co Cię tak bardzo zasmuciło?” Smutek westchnął głęboko. Czy rzeczywiście spotkał kogoś, kto będzie chciał go wysłuchać? Ileż razy już o tym marzył. Przeczytaj również: Rozalia i Trufel. Przypowieść terapeutyczna o miłości i szczęściu. – „Ach, … wiesz …”, zaczął powoli i z namysłem, -„najgorsze jest to, że nikt mnie nie lubi. Jestem stworzony po to, by spotykać się z ludźmi i towarzyszyć im przez pewien czas. Ale gdy tylko do nich przyjdę, oni wzdrygają się z obrzydzeniem. Boją się mnie jak morowej zarazy.” I znowu westchnął. „Wiesz …, ludzie wynaleźli tyle sposobów, żeby mnie odpędzić. Mówią: tralalala, życie jest wesołe, trzeba się śmiać. A ich fałszywy śmiech jest przyczyną wrzodów żołądka i duszności. Mówią: co nie zabije, to wzmocni. I dostają zawału. Mówią: trzeba tylko umieć się rozerwać. I rozrywają to, co nigdy nie powinno być rozerwane. Mówią: tylko słabi płaczą. I zalewają się potokami łez. Albo odurzają się alkoholem i narkotykami, byle by tylko nie czuć mojej obecności.” – „Masz rację,”, potwierdziła staruszka, „ja też często widuję takich ludzi.” Smutek jeszcze bardziej się skurczył. – „Przecież ja tylko chcę pomóc każdemu człowiekowi. Wtedy gdy jestem przy nim, może spotkać się sam ze sobą. Ja jedynie pomagam zbudować gniazdko, w którym może leczyć swoje rany. Smutny człowiek jest tak bardzo wrażliwy. Niejedno jego cierpienie podobne jest do źle zagojonej rany, która co pewien czas się otwiera. A jak to boli! Przecież wiesz, że dopiero wtedy, gdy człowiek pogodzi się ze smutkiem i wypłacze wszystkie wstrzymywane łzy, może naprawdę wyleczyć swoje rany. Ale ludzie nie chcą, żebym im pomagał. Wolą zasłaniać swoje blizny fałszywym uśmiechem. Albo zakładać gruby pancerz zgorzknienia.” Smutek zamilkł. Po jego smutnej twarzy popłynęły łzy: najpierw pojedyncze, potem zaczęło ich przybywać, aż wreszcie zaniósł się nieutulonym płaczem. Staruszka serdecznie go objęła i przytuliła do siebie. – „Płacz, płacz smutku.”, wyszeptała czule. – „Musisz teraz odpocząć, żeby potem znowu nabrać sił. Ale nie powinieneś już dalej wędrować sam. Będę Ci zawsze towarzyszyć, a w moim towarzystwie zniechęcenie już nigdy Cię nie pokona.” Smutek nagle przestał płakać. Wyprostował się i ze zdumieniem spojrzał na swoją nową towarzyszkę: – „Ale … ale kim Ty właściwie jesteś?” – „Ja?”, zapytała figlarnie staruszka uśmiechając się przy tym tak beztrosko, jak małe dziecko. „JA JESTEM NADZIEJA!” Bajki terapeutyczne dla dorosłych Na blogu jak i w pracy często posługuję się opowieściami terapeutycznymi. Znajdziecie je pod kategorią „przypowieść terapeutyczna„. Polecam śledzić na bieżąco również strony psychologgera w mediach społecznościowych, bo tam też co jakiś czas publikuję tego rodzaju opowieści. Jestem z pasji oraz zawodu psychologiem. Mój blog porusza kwestie zdrowia psychicznego i psychologii. Ponadto recenzuję książki psychologiczne oraz polecam filmy i seriale psychologiczne, więc znajdziesz tu sporo inspiracji. Na co dzień pracuję z osobami niepełnosprawnymi psychicznie i intelektualnie. Gdybyśmy mieli policzyć piosenki, wiersze, powieści, filmy, obrazy i wszystkie inne formy ekspresji, które odnosiły się do miłości pary, nigdy byśmy się nie skończyli. Jest to temat, który wydaje się nie mieć końca, ponieważ zawsze pojawia się nowy sposób jego zrozumienia, powiedzenia. Od szczerych przejawów romantyzmu, po kontrowersyjne rewelacje markiza de Sade lub Anais Nin. Obecnie idea miłości stała się „linią ratunkową” przylgnąć, w czasach, gdy wszystko tonie i wszystko się odnawia, jakby nic. Miłość pary jest obiecaną oazą, nawet jeśli stanie się polem bitwy. Jest to również potwierdzenie własnej jaźni, nawet jeśli oznacza to utratę siebie w tym innym ja, które kochamy. Czasami jest okazja, aby uwolnić nasz cynizm lub nasz sarkazm, przed życiem, które uważamy za nieszczęśliwe. Albo nasz nihilizm, jeśli wierzymy, że nie warto wierzyć. Miłość pary uważana jest za jeden z podstawowych celów życia Co jest zagadkowego w odczuciu, które zaledwie kilka wieków temu nie wzbudziło niczyjej ciekawości?? Legenda Karola Wielkiego Jeśli mnie zapytasz, moją ulubioną historią o miłości był Italo Calvino, w postaci małej legendy i nawiązujący do wielkiego wojownika wszechczasów. Mówi: „Cesarz Karol Wielki zakochał się, będąc już starym, Niemki. Szlachta dworu bardzo się martwiła, ponieważ władca, opętany miłosnym zapałem i zapomniany o królewskiej godności, zaniedbał sprawy Imperium. Kiedy dziewczyna zmarła nagle, dostojnicy odetchnęli z ulgą, ale na krótki czas, ponieważ miłość Karola Wielkiego nie umarła razem z nią. Cesarz, który przyniósł zabalsamowane zwłoki do swojego pokoju, nie chciał się od niego oddzielić. Arcybiskup Turpin, przestraszony tą makabryczną pasją, podejrzewał zaklęcie i chciał zbadać zwłoki. Ukryty pod martwym językiem znalazł pierścień z cennym kamieniem. Gdy tylko pierścień znalazł się w rękach Turpina, Charlemagne pospieszył pochować ciało i obalił swoją miłość w osobie arcybiskupa. Aby uniknąć kłopotliwej sytuacji, Turpin wrzucił pierścień do Jeziora Bodeńskiego. Karol Wielki zakochał się w Jeziorze Bodeńskim i nigdy nie chciał ponownie opuścić brzegów ”. To jest oczywiste Intencja Calvina, by dać nowy odczyt żarowi miłości. Nie wymienia nawet szczęśliwej dziewicy, która początkowo była przedmiotem takiej pasji. „Niemiecka dziewczyna”, mówi ledwo. Potem gubi się w labiryncie absurdu: słynny wojownik, który czci trupa i sprawia, że ​​balsamuje. Czy to sugeruje, że miłość nie odpowiada na praktyczne wymagania rozumu? Że ignoruje granice rozsądku i zachowuje się jak nieuniknione wejście w świat irracjonalny? Może z nieświadomości? Wreszcie daje nam największe objawienie: miłość wpisana jest w porządek magiczny. I ma to więcej wspólnego z nami iz naszymi wewnętrznymi demonami, niż z obiektem, do którego kierujemy uczucie. Współrzędne miłości Jeśli definiujesz siebie jako romantycznego i jesteś wieczną nostalgią za miłością, jest prawdopodobne, że w tym momencie czujesz się nieswojo. Miłość to przede wszystkim prawdziwe cierpienie, ale „bogate cierpienie”, którego nikt nie chce się poddać. Florentino Ariza, postać powieści Miłość w czasach cholery, Odrzucił z zapałem wszystkich, którzy chcieli go chronić przed żarem, w którym chciał konsumować coraz więcej. W tej logice miłość porusza się i dlatego wstrząsa podstawami naszego życia, kiedy przedstawia się jako ktoś, kto nie chce tego ... Jeśli coś jest cenne, to uczucie to pozostawia nas na skraju otchłani, gdzie czasami mamy ochotę upaść. Pozwala nam spojrzeć na pustkę twarzą w twarz i przypomina nam, że „jeśli Bóg dał nam życie tylko po to, aby je odebrać, zamiast tego dał nam miłość, abyśmy mogli się wypełnić” (źle parafrazując wiersz Juana Manuela Roca). Miłość pozostawia nas na skraju otchłani Gdzie jest legenda, którą Italo Calvino tak mistrzowsko zaprojektował? Być może w wielkim paradoksie, który nas zamieszkuje. W nieskończonej samotności, którą każdy z nas nosi jako znak i iluzję przezwyciężenia go, z którą czerpiemy. W prawdzie naszego przeznaczenia jako jednostki iw obietnicy, która nigdy nie spełniła się, by być jednym z drugim człowiekiem. Być może w tym samym zagadkowym zdaniu, którym Pablo Picasso wyjaśnił rację bytu sztuki: „kłamstwo, które przybliża nas do prawdy„. Ilustracje dzięki uprzejmości Benjamina Lacombe. Uzależnienie od miłości Uzależnienie od miłości to niewolnictwo wobec czegoś lub kogoś. Jakie są cechy uzależnionych od miłości? Jak odzyskać? Czytaj więcej ” „bo człowiek w śmiechu taki straszny bo człowiek w strachu taki śmieszny” *** [Na szynach potknęła się podróż…], A. Bernat W jednym z wierszy Anna Bernat pisze: W wiersz trzeba wejść jak do dziecinnego kojca bez siebie bez swego znużenia i zmienić się w bajkę z z bajkami bywa różnie, czasami to bajki o pluszowych misiach, tych z pudełka z zabawkami w dziecięcym pokoju, a czasami to bajki o prawdziwych misiach, tych w prawdziwym lesie. W wiersze Anny Bernat wchodzi się jak do prawdziwego lasu. A prawdziwy las to zachwyt i lęk, prześwit i mrok. W żywym lesie jest jak w życiu, rozkwit i śmierć. I dużo, dużo niespodzianek, tak dla dziecka (zmienionego w bajkę), jak i dorosłego czytelnika (czułego na bajki).Tak właśnie odbieram wiersze Anny Bernat. Jak zanurzenie się w las, jak zanurza się mieszkaniec miasta w obszar, gdzie nie ma ulic, nazw, domów, kościołów. Tu panują inne reguły, natura sama się dzieje, odwiecznie i bezkreśnie. Nawet miłość, zaanektowana przez ludzi, okazuje się tu być niezależna od człowieka, jak wiatr, wiatr łagodny, wiatr ożywczy i wiatr niszczący. Wiatr jako odbieram wiersze, gdzie autorka mówi o miłości: „delikatne liście brzozy / w miłosnym blasku słońca”. Że miłość pierwotnie po prostu jest i świat jest w niej skąpany. Ludzie potrafią pisać o miłości, nadawać jej w swoich językach nazwy, dlatego myślą, że należy do nich, do nas, ale ona jest składową świata jak światło, ciepło, zimno, materia, życie, jest większa od nas, ludzi. W pierwszej części książki, zatytułowanej jak cały tomik, Miłość i drzewa, poetka pisze: „Miłość wypełnia was / po wieże kościołów / po czubki gwiazd” – i dotyka tajemnicy miłości. Ona, miłość, przenika i przerasta wszystko. Życie rodzi się i umiera, ale miłość jest. Trwa. Trwa jak trwa czas. Cały gdyby umiały mówić, miałyby dużo na ten temat do powiedzenia, bo żyją dłużej niż człowiek, widzą więcej i boją się jej braku bardziej, wiedząc, że człowiek przestał je kochać, ale tym bardziej ich używa. I choć z natury długowieczne „stare drzewa w naszych czasach żyją krótko”, powiedział mi kiedyś ktoś na pytanie, gdzie się podziały te trzy piękne wiekowe lipy przy moim dawnym domu w czasy to już nie te czasy, gdy drzewa były święte. Jednak tytuł zbioru wierszy Miłość i drzewa łączy ponownie te dwa pojęcia, budząc nadzieję. Jakby był zalążkiem na nowo skomponowanej starej re-ligii. Dla starożytnych ludów, żyjących bliżej natury, drzewa znajdowały się w sferze sacrum. Były obiektami kultu. Oddawano im cześć. Uważano je za symbol mądrości, ich długi żywot, znacznie dłuższy niż jedno ludzkie życie, był ich atutem. Ich wzrost pozwalał im sięgać nieba. Ich kwitnienie było szczęściem, ich owocowanie świętem, ich zrzucanie liści smutkiem, ale zarazem sposobem na przetrwanie zim, naturalnym cyklem, nadzieją. Ale im bardziej ludzie je wycinali, tym mniej je poważali. Krzywe ze starości wierzby przydrożne, z tych, pod którą siedzi w Parku Łazienkowskim Chopin, wycina się, bo są „brzydkie”, drzewa na starych rynkach miast i miasteczek znikają, robiąc miejsce nowemu słowu w słowniku: betonoza. W wierszu o starym pokrzywionym jesionie stary jesion wie, że jego dni są policzone, ścina go mróz, ale zetną go ostatecznie, jak wiadomo, ludzie, pozostała mu już tylko pożegnalna, dziękczynna jabłoń w innym wierszu jest święta świętością świętego Szczepana, spada na nią deszcz kamieni, świętość za cierpienie. I kolejne uwiecznione w wierszu drzewo: niczyja grusza. Niczyja i już niepłodna, a jedyne, co jeszcze (z)rzuca – to cień. To, jak się domyślam, czytając wiersz, za mało, by nie postawić na niej krzyża do wycięcia! Jak na wielu, wielu drzewach coraz częściej, coraz bezwzględniej, chciałoby się powiedzieć, coraz mściwiej, stawiali ostatnimi laty à propos krzyży: na cmentarzach drzewa mają jeszcze ciągle dyspensę. Powinny być czarne, bo tu żal i żałoba, ale są zielone i kwitnie w nich życie, i, jak w kolejnym wierszu, nawet wrony uwijają się radośnie, tańczą jak tańczy płomień, w wiecznie płonących żywym ogniem kolorowych w tych wierszach i samo „drzewo życia”, „drzewo-matkę”, które-która „chroni liśćmi / twoje czyste / ziemskie powietrze”, i topolę, która „stoi jak wryta”, „ona umiera”, to jej ostatnie chwile, w tym wierszu. Mamy „drzewo za oknem”, o którym autorka mówi: Kocham to drzewo bo kogoś trzeba prócz ciebie synu prócz ciebie. Jest tu i dąb („stary i ślepy”), jest sad (ale „bez drzew / bez owoców”). Znam taki sad. Z mojego dzieciństwa. Od dawna bez drzew, bez owoców, żyje tylko w moich wspomnieniach. Mamy „jarzębinę bez pamięci”, a nawet baobab, niestety w czasie przeszłym: „Był baobab / baobabu nie ma”. Ale naj-, naj-, najbardziej wzruszyła mnie bezimienna samosiejka. Ludzie ścinają takie samotne samosiejki bezlitośnie: „bo po co komu / takie śmiertelne drzewo / samosiejka”. A jednak trafiła do wiersza. I ona ma nerwy, soki i żywicę, więc jak można jej tak nie kochać, że nawet nie nazwać w świecie ludzkim, w którym wszystko ma swoją nazwę? Z samej tylko miłości życia?W sferze miłości mamy także „owoc” w drugiej, znacznie krótszej, ale nie mniej znaczącej części, która nosi tytuł Owocobranie. Owoc wydaje opowiadająca w pierwszej osobie w oczekiwaniu na jego pojawienie się bohaterka wierszy, a więc autorka, peelka: „Teraz kiedy raczej mam brzuch niż głowę do miłości / co mi od ciebie / nad owoc”. Aż w końcu jest, pojawia się: „prostym słowem / maleńkim ciałem”. Autorka łączy owoce z drzew z owocem swojej miłości: „I ciągle czekam na pocałunek / który będzie rumianym jabłkiem / z drzewa szczerości”. To łączenie natury z ludzkim światem, ta nowa re-ligia, wpisuje się w oczekiwania na świat po pandemii. Zbiór Miłość i drzewa zawiera wiersze pisane od 1970 roku. Ale przypomnę, że już wtedy, w wydanym w 1972 roku raporcie Klubu Rzymskiego Granice Wzrostu (Limits of Growth)Zob. [dostęp: ostrzegano przed skutkami rabunkowego, przedmiotowego, bezmyślnego traktowania przyrody, że Ziemia za 40, 50 lat – o ile nie uda się zatrzymać tego trendu – będzie tak wyczerpana, że zmieni się klimat, struje się powietrze i woda, pojawią się trudne do opanowania oto żyjemy w świecie za pięćdziesiąt lat i mamy pandemię, zatrute środowisko oraz gwałtownie zmieniający się klimat. Artyści w swoich dziełach, poeci w swoich wierszach łączą się z naukowcami, z aktywistami społecznymi, ze zwykłymi, zaniepokojonymi stanem Ziemi ludźmi i coraz głośniej mówią „stop!”. Książkę Miłość i drzewa czyta się jak modlitewnik w tym pierwotnym znaczeniu modlitw-zaklęć, przebłagań sił wyższych o litość i mądrość, o powrót do naturalnej symbiozy z naturą, do bajek o strasznym, a zarazem życiodajnym lesie pełnym drzew, zwierząt i tajemnic. Do szacunku dla życia wszelakiego, nie tylko ludzkiego, do natury, zwierząt, lasów, powietrza, wody, skał, ziemi. Nie od parady mówiła o tym w 2019 roku (tuż przed pandemią, o której nadejściu nie mogła wiedzieć) nasza noblistka Olga Tokarczuk, o potrzebie zwiększenia uważności, o czułości dla świata, w którym żyjemy. Źródło: A. Bernat, Miłość i drzewa, Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział w Warszawie i Instytut Literatury, Warszawa 2020. Dobra bajka jest jednym z pierwszych, serdecznych „listów”, jakie kultura duchowa ludzkości „wysyła” do osoby dziecka, do jego ducha, to znaczy do jego rozumu, woli i pamięci. W bajce — jak przekonuje w Okresach życia Ladislaus Boros — dzieją się rzeczy zasadnicze. Dobra bajka oswaja serce dziecka z perspektywą zbawienia, uczy sięgać wzrokiem serca dalej — poza horyzont doczesności. „Dziecko dużo myśli poświęca bajkom. Jeśli bajkę się fałszuje, wtedy ograbia się dziecko nie tylko z tego, co w bajce jest magiczne i urocze, lecz także niszczy się jego życie duchowe i przyszły rozkwit owego życia. Bajka podaje dokładne odpowiedzi i propozycje w wielu istotnych kwestiach ludzkiej egzystencji” — pisze Boros. Przekonuje: „Każdy katecheta wie, jak trudno dzieciom, którym w domu nigdy nie opowiadano bajek, zrozumieć historię zbawienia. Dziecko wcześniej «wyrozumowało» sobie swój katechizm z bajki”. Doświadczenie obdarowania Dziecko, wchodząc w świat, zdobywa własne doświadczenie upadku i dźwigania się, ogarnięcia ciemnością i podążania za światłem, zadziwienia i zachwytu, doświadcza objęcia i przytulenia, bezinteresownego pochylenia się nad nim. Dziecko, podążając coraz bardziej „w głąb” istoty rzeczy, stawia pytania, ma intuicję istnienia pierwszej przyczyny dobra i serce dziecka pyta o nią. Z tego powodu od początku swojego życia dziecko potrzebuje wsparcia w porządkowaniu tego, co zastaje w sobie i wokół siebie. W tym dziele szczególną rolę odgrywa bajka, która może być mową serca, jeśli jest dobrą bajką — a nie jedynie atrapą bajki, która charakteryzuje się tym, że „zakopuje” ducha w przyziemności i niejako „odcina” ducha dziecka od obrazu tego, co nadprzyrodzone, tj. od łaski, od obrazu cnót, od oczywistej różnicy pomiędzy dobrem a złem. Sens dobrej bajki zawiera się w tym, że dzięki niej dziecko uczy się być i stawać osobą, antybajka zaś jest szkodnikiem, choćby jej akcja wydawała się dynamiczna w zmaganiu się walczących ze sobą mocy — jednak — siłą złych mocy, popędów, żywiołów walki, nienawiści, bezwzględnej zemsty. Relację bajki i antybajki można porównać do spotkania, które ma miejsce w starożytnym Rzymie, gdzie debatują „cynik Krescens i chrześcijanin Justyn. Jeden i drugi noszą taki sam płaszcz, krótki, prosty i ciemny, będący atrybutem filozofa, pod którym nie kryje się jednak ta sama filozofia”. Mowa serca W bajce „Osoby w niej występujące są wartościowe przez swoją jednorazowość, a nie dlatego, że zyskują na porównaniu. Zatem, w bajce świat ukazuje się taki, jakim właściwie powinien być. Bajka to intymne królestwo, w którym prawda jest dobrem, dobro pięknem, a piękno siłą. To historia, w której dobro jest zawsze stroną silniejszą. Ale te zależności, przesłonięte sprawami pierwszoplanowymi, dostrzega się tylko sercem” — pisze Boros, a bp Tadeusz Płoski niejako dopowiada: „Zgodnie z tą mową mocniejszy wspomaga słabszego, cierpliwy — niecierpliwego. Ten, który cieszy się ze spokoju sumienia i z posiadanej łaski, nie dziwi się temu, który o nią walczy z Bogiem i ze sobą”. Bajka jest obrazem życia, które „zorientowane jest na świętość, na Boga, na cel nadprzyrodzony”, w niej dziecko samo może stawać się jak „pielgrzym”, stawać się „listem pisanym samym sobą, pisanym swoim życiem. [...] listem pisanym nie na papierze, ale listem pisanym w czasie na kartach ludzkich serc [...] listem pisanym mową serca”. W mowie serca — przypomina z kolei prof. Mieczysław Gogacz — w realnych relacjach są przekazywane i docierają do nas treści niematerialne, duchowe — transcendentalia: prawda, piękno, dobro — te zaś odbiera niematerialny podmiot bytu człowieka, czyli intelekt i wola, zachowuje pamięć. W mowie serca dochodzi więc do „rezonansu” tego, co duchowe u obu stron — osób: spotkania, dlatego prawdziwe spotkanie — osób (a nie jedynie jednostek gatunku albo rzeczy) — jest „życiodajną rosą” dla ludzkiego ducha — dopomaga mu we wzroście „ku górze”, bo tak jak ciało karmi się tym, co cielesne, choć ostatecznie istnieje dzięki Duchowi Boga, który je podtrzymuje w istnieniu, tak duch karmi się tym, co duchowe — „z nich zaś największa jest miłość” (Kor 13, 13). Bajka „to drzwi, które muszą zostać otworzone, aby udało się wkroczyć w sferę tajemnicy, gdzie dopiero staje się możliwe wyjaśnienie sensu życia” (Boros, jw., s. 16). Praoczywistość miłości Dobra bajka uczy być osobą i jest wzorem dla relacji prawdziwie osobowych. Jak nauczał Ojciec Święty Jan Paweł II: „Miłość, jaką czerpiemy ze źródeł Ewangelii, po śladach Tajemnicy Wcielenia Słowa prowadzi nas do głoszenia, że człowiek zasługuje na szacunek i miłość dla niego samego, ma być szanowany w swojej godności”. Zatem, jak przekonuje Ladislus Boros — „Bajka zawiera całą etykę eschatologiczną, jedyną, jaka obowiązuje w świecie chrześcijańskim”, „w bajce miłość jest tak silna, że potrafi zbudzić umarłych. Spotykamy tam zawsze pary, niewinne i szczęśliwe pary, które nawzajem mogą się uratować. To są sądy o istocie ludzkiego bytu. W ten sposób bajka rozbudza w dziecku praoczywistość miłości. Chyba nikt przedtem nie odkrył kształtu miłości powstającej z bajki. Miłość sięga bowiem nieskończenie dalej niż ludzkie życiowe spotkania zagrożone rozczarowaniami. Są to poglądy, o które filozofowie od tysięcy lat kruszyli kopie, a nie posunęli się o wiele dalej niż zwykła bajka dla dzieci”. „Czemu w bajce wciąż opowiada się historię zagrożenia, które musi zostać pokonane. Czemu ukazuje się, jak miłość zwycięża śmierć?” — pyta Boros i udziela odpowiedzi: „Są to wydarzenia, które jednoznacznie i wyraźnie można wyrazić tylko w kategoriach łaski. Najczęściej «wybawca» musi cierpieć męki. Jest atakowany przez złe moce, musi zstępować w czeluście. Przy czym pomaga mu całe grono istot, dobrych wróżek, staruszeczek i doświadczonych siwowłosych mędrców. W bajce następuje zgodność naszego pragnienia wybawienia i łaski, które nie mogą być zasłużone, lecz są nam dane”. Zatem, relacja miłości — wyjaśnia za św. Tomaszem z Akwinu prof. M. Gogacz — powstaje wówczas, gdy dwie osoby, oddziałując na siebie swoim istnieniem, wywołują w sobie relację życzliwości, akceptacji i jest to spotkanie ze względu na sam fakt istnienia, całkowicie bezinteresowny. Miłość jest zatem jedną z trzech najważniejszych relacji osobowych (miłość, wiara, nadzieja), więc „Nie jest [...] obojętne, jak identyfikujemy człowieka, nie jest obojętne, w co i komu uwierzyliśmy”. Jak gotycka wieża Dobra bajka przypomina swoim oddziaływaniem strzeliste wieże gotyku, w którym w architektonicznej opowieści forma dłoni modlitewnie złożonych ku Bogu została wpisana w plan krzyża (por. np. Kolonia, katedra św. Piotra i Najświętszej Maryi Panny), bo zdaniem Borosa bajka jest „miejscem doświadczenia religijnego, gdzie rozjaśnia się to, co było w mroku”. Tak przedstawiona bajka podprowadza więc ducha osoby na spotkanie z duchem Absolutem, który odwiecznie istnieje — na zewnątrz — wobec stworzonego przez Niego świata. Bajka „podciąga” „w górę” ducha osoby do tego Absolutu, który jest zarazem Prawdą, Pięknem, Dobrem. Człowiek musi się niejako wspiąć duchowo, żeby modlitewna rozmowa stała się jego udziałem i żeby mogło dojść do przyjaźni z miłującym Stwórcą. Z kolei bajkę bez wiary można porównać do architektury, o której P. Claudel mówi, że „bez wiary opada jak suflet”. Modernistyczne domy mają dachy płaskie, budowle postmodernistyczne mają piony zamienione na „pijany” skos lub rozbulgotaną pajęczynę — jak w Złotych Tarasach, gdzie chłód betonu, metalu i szkła oswaja „widza” z chłodem ducha tego świata, a mnogość niejako hiperrealistycznych obrazów zasłania obraz realny i „mówi”: „to ci się tylko wydaje”, „nie ma stałego punktu odniesienia”, „na górze jest tak samo jak na dole” — powtarza to, co przekazują w swoich tajemnicach alchemicy. I można — jak czyniły to starożytne mity — jako metaforę życia pokazać historię Atlasa, który dźwigając na swoich mocarnych barkach glob ziemski, w pewnym momencie poszukuje chętnego, który przejmie z jego muskularnych ramion ów ziemski ciężar; można zadowolić się metaforą Syzyfa, który nieustannie wtacza głaz pod górę, by następnie śledzić wzrokiem beznadziejnie powtarzającą się stałą trajektorię „w dół”, ponownego staczania. I wówczas pozostawi się młodego człowieka w wymiarze pesymistycznej i beznadziejnej opowieści. Tymczasem dobra bajka jest prawzorem nadziei, pozwala wierzyć, że kiedy gubi się drogę w labiryncie życia, to pojawi się światło, przewodnik... (np. Opowieści z Narnii, Mały Książę). Prawzór nadziei „Na ogół bajka zaczyna się opisem stanu szczęśliwości. Później wdziera się zagrożenie ze strony zła. Następnie wydaje się, że zło zwyciężyło ostatecznie. A wreszcie człowiek doświadcza niewyjaśnionej pomocy ze sfery cudownej”. Z bajki, pisze Boros, „Wystarczy dowiedzieć się, że w świecie działa siła, która z małego potrafi wydobyć wielkie. Siła, która rządzi rzeczami w sposób niezawisły”. [...] „doświadczenie płynące z bajki brzmi: Czarownice są nie dlatego pomarszczone, że są stare, lecz dlatego, że są złe”. „W bajce wciąż się powtarza: I żyli szczęśliwie, i mieli dużo dzieci. Historia kończy się małżeństwem i płodnością. [...] jest to chyba symbolicznie pomyślane małżeństwo, zaślubiny Stwórcy ze stworzeniem. Powstaje świat wiecznej płodności. Ale wcześniej odbył się sąd. Czarownice zostały strącone w otchłań”. Diagnoza i wyzwania Zarówno miłość, wiara i nadzieja są cnotami. Intuicję tych cnót wzmacnia dobra bajka, kierowana do człowieka rozumianego jako osoba — taka jest bowiem prawda o człowieku, którą — niestety — deformuje obca tej prawdzie struktura myśli protestanckiej, gdzie nie istnieje Bóg jako wspólnota Miłości Trzech Osób, lecz jako „popęd — sprzeczność”, oraz człowiek, pojęty jako „popęd — sprzeczność”. Struktura tej myśli weszła w świat i rządzi ideologiami ostatnich stuleci. Poprzez Hegla załamał się bowiem realizm poznawczy, realizm moralny i realizm religijny. Nie dziwi więc fakt, że do tak rozumianego człowieka kierowane są treści — w formie np. bajki. Ale skoro dzisiaj istnieje już diagnoza ducha czasów minionych pięciu wieków, to może przyszedł czas na ponowne pisanie prawdziwych i dobrych bajek, kierowanych do osób. „Historia starej służącej, która do 70. roku życia pozostawała w obowiązku. W tym wieku nauczyła się czytać, ale nie chciała nigdy czytać nic poza przypowieściami budującymi. Przeżyła lat 92 i pobierając zapomogę w wysokości 17 su dziennie, znalazła sposób, aby ze swoich oszczędności opłacić jakiejś kalece podróż do Lourdes. Konając utrzymuje, że widzi Najświętszą Pannę”. P. Claudel, Dziennik opr. mg/mg